Obled u Walesy, zniweczona rzeczywistosc, Jezus w ujeciu Ratzingera von Stefan Kosiewski
Papież Benedykt XVI napisał bardzo mądrą książkę "Jesus von Nazareth", którą Dobry Bóg zechciał podłożyć mi ongiś nie przypadkiem w moim kościele parafialnym św. Jana Ewangelisty przy Königsteiner Straße we Frankfurcie nad Menem, gdzie przebywam od grudnia 1982 r. zupełnie zasłużenie w zawieszeniu nazywanym urzędowo stanem azylu politycznego zajmując się zawodowo od kilku lat obok pisania wierszy także tworzeniem Herodów, czyli Polskiego Dramatu Narodowego, który w moim zamiarze winien rozjaśniać w przyszłości Polakom wiele spraw i pomóc znajdować drogę nie tyle na Pasterkę w tę jedną, jedyną Noc, w którą niegdyś ucieszył własnego ojca Mikołaja swoim narodzeneniem drugi syn Barbary z Majewskich, po mężu Mickiewicz we wsi Zaosie koło Nowogródka, mnie zaś przyszło urodzić się w Czeladzi tak samo w wigilijny wieczór a po mnie jeszcze kilku innym osobom w rodzinie mojej ze strony Mamy, lecz nie o tymże świątecznym zbiegu okoliczności chciałem prawdziwie w wyjątkowym dniu, jakim jest z woli cesarza rzymskiego dzisiejszy dzień, który to cesarz podjął się wprowadzenia reformy kalendarza, jako jedynej chyba do tej pory udanej reformy z woli władz; wracając do tego, co Boże: Papież jest Zastępcą Chrystusa na Ziemi, nie jest więc książka, o której mowa biografią Chrystusa o mocy obowiązującej Nauki Kościoła, natomiast każda książka Józefa Ratzingera winna być dla Katolika i Polaka odbiciem osobistego szukania Pana Boga przez jej Autora (por. Psalm 27,8). read on
Lech Wałęsa wielokrotnie oświadczał publicznie, że skorzystał osobiście bardzo dużo na tym, iż media pokazywały go i pokazują nadzwyczaj często na starych filmach, przed różnymi wyborami państwowymi a to w gościnie u Ojca św. Jana Pawła II, a to przy okazji każdej podróży tegoż Papieża do Ojczyzny. Czy Wałęsa wybrał się kiedykolwiek na własny koszt na spotkanie z Papieżem Benedyktem XVI ? Tego Poeta nie musi wiedzieć podobnie jak elektryk Wałęsa może nie wiedzieć, że prąd w Kościele św, którym ładował swoje akumulatory w Watykanie, pozostał po zmianie Papieża ten sam, niezmienny. Prąd wiary w Boga i wiary w uczciwych, żyjących po katolicku ludzi.
Słuchamy głosu Pasterzy Kościoła, albowiem potrzebujemy nieustannego utwierdzania nas w Prawdzie Wiary. Po to czytamy książki napisane przez ludzi mądrych, żeby podążać ich drogami myślenia i spoglądać w to samo co i oni zwierciadło, które przechadza się po gościńcach, jak mawiał w XIX wieku pewien francuski autor realistycznych powieści. Lech Wałęsa wielokrotnie wyznawał z dumą zarozumiałego głupca, że on żadnej książki nie przeczytał; wystarcza mu Sparbuch jako lektura, książeczka oszczędnościowa w państwowym banku, w którym robi teraz za dyrektora kolega Bielecki, Jan Krzysztof najmniejszy były premier, który jako liberał lubił kopać piłkę a pozbył się lekką ręką największej chyba liczby państwowych przedsiębiorstw w Polsce ze wszystkich innych, niskich wzrostem premierów, natomiast banku PKO nie sprzedaje, bo gdzieżby potem robił za bankiera? Bankier państwowy, który daje co roku Wałęsie za darmo z państwowej kieszeni za nic 100 tys. dolarów na prywatną Nagrodę Lecha Wałęsy przyznawaną po uważaniu różnym, dziwnym ludziom takim jak ostatnio prezydent Brazylii Lula, którego znają za Oceanem z różnych rzeczy, nie tylko z korupcji.
Lech Wałęsa miał zawsze bardzo dużo pieniędzy i dzięki Bogu stać go było na utrzymanie wielu własnych dzieci w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy był bezrobotny, wyrzucony z pracy w stoczni. Bardzo dobrze także, iż Pan Bóg sprzyjał Wałęsie w tych rzeczach a mówi się tak wiele o tym, gdyż Miłosierdzie Boże nakazuje poważnie traktować Fundację Ariadna, która swoją prośbę o jałmużnę zawiesiła na fejsbuku pod informacją o tym, że gazeta Nasz Dziennik, zakonnika i polityka Rydzyka informuje, że wojskowe żydy przywiozły Wałęsę z powrotem motorówką do stoczni, w sierpniu 1980, a przy tym zamieszcza ta organizacja dobroczynna fotkę nieszczęsnego dziecka, którą w tym celu wykorzystuje nie chroniąc jego danych osobowych: https://www.facebook.com/nasza.czeladz/posts/357047784318045?comment_id=4802469
Z tą motorówką pierwsza wychyliła się Anna Walentynowicz, z domu Lubczyk, żydowskie nazwisko z Wołynia, utworzone od rośliny używanej tam przez żydów do potraw, też wyrzucona z tej samej stoczni przez ubowców na dzień przed strajkiem w 1980 r., żeby Borusewicz miał się o kogo jako członek trockistowskiego KOR-u żydowskich rewizjonistów po chrześcijańsku upominać, żeby miał krótko mówiąc moralny pretekst do strajku, a nie tylko o tych pieniądzach w kółko i podwyżkach zarobków, tymczasem inny członek tych samych, tzw. tajnych związków Wybrzeża będącego za komuny pod całkowitą kontrolą Kiszczaka, szefa kontrwywiadu wojskowego zarządzającego naówczas wszystkimi motorówkami nad Bałtykiem, tow. Bogdan Lis mógł się upominać w Komitecie PZPR o towarzyszkę Walentynowicz, koleżankę z szeregów partyjnych odznaczoną licznymi orderami w PRL, utrzymywaną na bardzo dobrze popłatnym stanowisku suwnicowej. Walentynowicz jako osoba prywatna zabrała się w końcu, przy okazji mówiąc: nie wiadomo jakim cudem w ostatnią swoją drogę samolotem rządowym premiera Tuska, w którym poleciał podobno służbowo do Smoleńska Lech Kaczyński i dlatego też Tusk polecił wypłacić spadkobiercom po tej Walentynowicz (żydowskie nazwisko po mężu, od imienia Walenty) takie samo odszkodowanie za tę śmierć jak innym nieszczęśnikom, w kwocie jednak niższej od kwoty wypłacanej przez Bieleckiego co roku na prywatną Nagrodę Wałęsy.
Obłęd. Tak, moja droga - to jest Obłęd, o czym my teraz mówimy. Michel Foucault w książce Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu nazywa to na str. 219. (patrz wyd. pierwsze polskie z 1987 r. nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego w Warszawie) słowami, które należy za tłumaczką tego dzieła, Heleną Kęszycką przenieść z trzeciego cyklu rozważań autora na całe nasze współczesne życie, nie tylko w Polsce ale i na całym świecie.
Cały ten cykl majaków, przywidzeń i bredni Foucault określa jako zniweczoną rzeczywistość. A czyż te chazary nie niweczą naszego życia? To ich nieustanne gadanie o pieniądzach i zrobienie z pieniądza produktu, zakładanie się bankierów między sobą o to, jaki procent ludzi w Afryce umrze w tym roku z głodu - czyż to nie jest szaleństwo?
A trzeba Ci wiedzieć, moja Droga, że słowo gadanie także pochodzi z hebrajskiego: ha gadda, czyli że jest konkretnie usytuowany źródłosłów tego słowa. Jest praprzyczyna rzeczy, która sprowadza się do odwracania uwagi człowieka od Boga i od tego, co ludzkie w człowieku, a obracania wszystkich jego myśli ku pieniądzom i geszeftom, odwracania ludzi do Mamona, któremu oni od poznania Fenicjan służą.
Wałęsa opublikował teraz na blipie, że mało mu emerytury prezydenta, bo dostaje podstawowego ponad cztery tysiące złotych, a nie jak elektryk, więc tylko półtora tysiąca dolarów, zaś dolar spada, a on się musi obnosić po plaży u Gorbaczowa w Ameryce z gołym brzuchem, co w internecie dokumentuje ślicznie nie dyskutując o tym z Jaruzelskim, który za tą samą emeryturę prezydencką utrzymuje się z biedą przy życiu jak nie w cudzym domu wyrzuconego z tego domu do Ameryki Polaka przy ul. Ikara, to w szpitalu wojskowym w Warszawie może tylko dlatego, że generał dostaje jeszcze drugie tyle sorty mundurowe i trzynastkę w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w grudniu każdego roku, więc Wałęsa opatrzył słowem: "kokosy" ten obłęd, tzn. skan pisma z banku i zaopatrzył go komentarzem o obiecanej podwyżce, której z nadzieją oczekuje tak samo, jak fundacja posługująca się fotką i nazwiskiem Kasi B. oczekuje na zmiłowanie się, miłosierdzie żyda, bo Samarytanin to przecież był żyd, tyle że wierzący inaczej, niż faryzeusze.
Written by european magazine (») today in category PoetryJezus nie cierpiał faryzeuszy i wyrażał się o nich krytycznie korzystając z wolności słowa w państwie rządzonym przez Rzymian. Skończyło się to tak, jak miało się skończyć, jak mówi Pismo św., bo gdyby znali w tamtych czasach słowo, którym plują dzisiaj powszechnie w mediach, to powiedzieliby do Piłata: Oto, antysemita! Ukrzyżuj go! Natomiast Piłat odpowiedziałby żydom: Ecce homo.
Bo każdy człowiek musi przecież trzymać się w życiu swego, każdy używa swojego języka ojczystego, którego nauczono go w domu rodzinnym. W Apokalipsie napisanej jak chce tradycja przez św. Jana Ewangelistę Jezus mówi także o sobie oprócz: jam jest, które bardzo dobrze definiuje w omawianej książce ks. Ratzinger ( patrz s.: 400, Kapitel 10, Herder, wyd. I Freiburg, Basel, Wien z 2007 r.) dwóch słów języka greckiego "alfa i omega". Jezus nie używa w Księdze Objawienia pierwszej i ostatniej litery żydowskiego alfabetu. Nie mówi: alef i taw, jak zrobiły to później za Boga wzorujące się na Apokalipsie: talmud i kabała.
Josef Ratzinger nie mówi z jakiegoś powodu ani słowa o tym, że Jezus był człowiekiem kultury greckiej, która zaimponowała Rzymowi i dała początek naszej zachodnioeuropejskiej kulturze rycerskiej, dworskiej, szlacheckiej, kulturze polskiej wywodzącej się z Pieśni o Nibelungach, z Jeruzalem Wyzwolonej przeniesionej do Polszczyzny przez jednego Kochanowskiego a rozkwitłej artyzmem drugiego, z którego wziął się potem sarmacki przepych Wacława Potockiego i mistrzowska powściągliwość mistyczna kilku ostatnich wierszy napisanych w Lozannie przez Mickiewicza, a z niego już - my wszyscy, jak stwierdził to inny, wielki Poeta.
Z Panem Bogiem z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://sowa.quicksnake.net/Poetry/Obled-u-Walesy-zniweczona-rzeczywistosc-Jezus-w-ujeciu-Ratzingera-von-Stefan-Kosiewski












The Symposium 












