Stefan Kosiewski: O wartosci etosu

Mądrość polityczna kierowała krokami mojego Wielkiego Imiennika w kolejnych latach tak, by mógł w mowie na zakończenie III Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Warszawie 30 kwietnia 1977 r. powiedzieć: "... nie pozwolimy, aby ktokolwiek uważał Naród Polski za naród bez swojej własnej mowy ojczystej, bez własnej twórczości, bez dziejów kultury, na którą nas - jak widać stać"(ibid. 771).
Niech w rodzinach nie zabraknie modlitwy za emigrantów...
- ks. abp Jozef Michalik
Stefan Kosiewski: O wartosci etosu
W domu powieszonego nie mówi się o premierze Kaczyńskim - przypomniał prokuratorom nazajutrz po znalezieniu ciała ofiary Tomasz Sakiewicz (Gazeta Polska, organ PiS-u) donosząc nadgorliwie i dla każdego całkowicie niepotrzebnie zaraz po skutecznym zadeptaniu śladów przez bandę osobników żydowskiego pochodzenia zatrudnionych w stołecznej policji w celu zadeptywania na miejscu przestępstwa śladów zapachowych i dowodów po mordercach gen. Papały oraz każdej innej ofiary żydowskiej dintojry a także od stawiania głupiego pytania: kto na śmierci zabitego mógł skorzystać?
Skorzystał morderca, który za darmo palcem nie ruszy i ktoś musiał mu przecież zapłacić za wykonanie tego zlecenia zainscenizowanego post mortem z drobiazgowością pijarską; telewizor ze stopklatką zatrzymaną nieprzypadkowo przecież na twarzy wybranego członka mafii zainstalowanej w Polsce po Magdalence, sznurek akurat od snopowiązałki, worek bokserski, przy którym Lepper pozował jak naiwne dziecko do fotografii przed starciem się przed kamerami w debacie przedwyborczej z Jarosławem Kaczyńskim. Czy mało prokuratorom szczegółów, żeby przesłuchać Sakiewicza jako podejrzanego o świadome kierowanie śledztwa na fałszywe tory, mataczenie i ściemnianie, robienie zadymy, ogłupianie Narodu Polskiego w Gazecie Polskiej, żeby tylko odsunąć w każdy sposób podejrzenie nasuwające się każdemu nieodparcie, że na śmierci Andrzeja Leppera skorzystał politycznie ten, co z żywym miał konkurować, a z zabitym już nie musiał.
Jarosław Kaczyński przed wciągnięciem Leppera i Giertycha w bagno zdradzieckiego porozumienia koalicyjnego, tzn. przed uśpieniem ich czujności przyznaniem stanowisk wicepremierów RP oraz przed kupieniem fotelami tudzież budżetami ministrów ich kolegów partyjnych, zasłynął szeroko z obżydliwej denuncjacji dokonanej na obu tych nieszczęsnych politykach w Fundacji Batorego, która jest prawdziwą piątą kolumną u wozu ciągniętego w Polsce przez każdego premiera. Otóż Jarosław Kaczyński doniósł tam żydom amerykańskim, bo Fundacja Batorego zainstalowana została w Polsce za milion dolarów amerykańskich, które żydoski spekulant Sorosz, który robi też m.in. za dobrodzieja, filantropa, wydał na założenie w Popeerelu przedstawicielstwa firmy właśnie w czasach, kiedy spółkę z udziałem kapitału zagranicznego można było założyć bodaj za 5 tys. dolarów, a partię taką jak Porozumienie Centrum Kaczyńskich zakładało się bez grosza biorąc kapitał zakładowy z powietrza, jak mawiał żyd Baksik, któremu kuriera z dokumentacją zasiekano na koniec dla przykładu pod Warszawą maczetą dla jasności, żeby było jasno, jak chce tego tradycja, rytuał bandy, honor organizacji.
Lepper nie dystansował się, nie odcinał od ludzi, był przystępny i ufał rozmówcom w każdym starając się dostrzec ewentualnego partnera w teatrze działań rozgrywanych na scenie politycznej. Kolegę - jak mówi się to jednym słowem. Nie otaczał się siedmiu zbójami, ochraniarzami jak Kaczyński przypadkowo po śmierci Leppera, który musi mieć chyba jednak jakieś poważne powody, żeby obawiać się o swoje życie. Nie posiadając najmniejszej wiedzy na temat przyczyn tego wydawania pieniędzy trudno nam zatrzymywać się i deliberować nad zasadnością wydawania środków finansowych na ten cel nie z prywatnej przecież w ostateczności kieszeni ochranianego.
Należy zatem w tym miejscu nie omieszkać nadmienić w interesie Narodu Polskiego (kierując te słowa w pierwszym rzędzie do tych, co siedzą na różnych akademiach w pierwszym rzędzie na widowni), że istnieje wszak możliwość szerokiego zastosowania rozwiązania wskazanej Prywaty Kaczyńskiego do likwidacji bezrobocia w Polsce. Wystarczy bowiem, że każdy złoczyńca żydokomunistyczny, w pierwszym, drugim i trzecim pokoleniu jakoż i celebryta tudzież każdy inny artysta żyjący sobie bardzo dobrze nie wiadomo za co zatrudni po siedmiu zbójów do do ochrony własnej dupy, a już nie będą musiały dzieci tych gangsterów chodzić głodne do szkoły bez śniadania, bo szkoły się zlikwiduje jako niepotrzebne w Raju.
Reasumując pytamy: komu zależało na tym, żeby odciągnąć uwagę całej Polski od Kręgu Podejrzeń, które to pojęcie w celu defamacji Andrzeja Leppera wymyślił prawnik Jarosław Kaczyński po to, żeby bezkarnie i bezprawnie móc jako były premier pomówić wicepremiera Leppera i rzucić go żywcem psom na pożarcie? Kieruje się to pytanie rzecz jasna do Prokuratury w Warszawie, która winna zapytać Sakiewicza, czy mataczył sam, czy też w porozumieniu z innymi, bez wskazywania palcem na Jarosława Kaczyńskiego, który musi wreszcie kiedyś odejść z polityki, czyli od koryta.
Narodowi w trudnych czasach potrzebna jest zgoda. Symbolizuje zgodę (po łacinie: consens) jedna osoba integrująca Naród; w sierpniu 1980 r. taką rolę odegrał Wałęsa i jako taki pozostał w pamięci świata, niestety miesza się biedakowi od bogactwa w głowie i chciałby uchodzić za męża stanu, dlatego bredzi w tych dniach, że Polsce... grozi rewolucja. Wałęsa straszy Polaków wizją krwawego przewrotu, bo jemu brzuch się zawiązał i fotografuje się z rozpiętą na całego koszulą na plaży w Ameryce, wsadza obżydliwe fotki do internetu jak głupi i straszy dzieci rewolucji rewolucją, której ubowcy drugi raz przecież za niego robić nie będą, bo po co? Przejęli już na własność i przepisali na własność swoich dzieci to, o co im szło.
Wałęsa jest wożony po całym świecie a ciągle ma tych samych, niedobrych, bo do niczego się nie nadają poza tym, złych, żydowskich doradców, których symbolizują: Jan Krzysztof Bielecki i prof. od polskiego Maria Janion. Można zrozumieć, że Bielecki i Janion nie chcą Wałęsy osobiście podsadzać do skoku przez płot hipermarkietu ze względu na wspomniany brzuch, ale żeby w Gdańsku nie było żadnego księdza, osoby duchownej, która mogłaby przemówić Lechowi do rozumu słowami Pisma św., które wyraźnie mówi przecież: Nie ma przywódcy we własnym kraju.
Wałęsa ma do odegrania wciąż jakąś rolę w krajach, gdzie się na nim jeszcze nie poznali i dlatego mu za to dobrze płacą, bo do ogłupiania ludzi i prowadzania narodów po manowcach potrzebny jest taki dziwolud dla ciekawskich, bo nienasycony jak głodomomór, którego w dawnych wiekach woziło się w tym celu w klatce po jarmarkach.
W Niemczech, z których kieruję dzisiaj do Państwa te słowa jako były dziennikarz Radia Wolna Europa, były korespondent Tygodnika Solidarność kierowanego przez Jarosława Kaczyńskiego, były redaktor tygodnika Solidarność Jastrzębie, a wcześniej jeszcze przywódca strajku w PWD Prodryn w Katowicach, bo musiał gdzieś pracować facet wyrzucony w 1977 r. ze studiów polonistycznych "za postawę niegodną studenta PRL", czyli krótko mówiąc za działalność opozycyjną, antykomunistyczną, wolnościową i skazany wyrokiem sądu w Sosnowcu w marcu 1978 r. m. in. za naruszenie nietykalności cielesnej pracownika Komendy Wojewódkiej Milicji Obywatelskiej, który nie chodził w mundurze, tylko uchodził w moim środowisku studenckim za studenta, bo był prowokatorem i kapusiem i jako taki miał prawo oberwać, nawiasem mówiąc; w Niemczech taki sam opozycjonista antykomunistyczny jak ja, kieruje dzisiaj instytucją taką samą jak w Polsce IPN. Proszę sobie wyobrazić, że ten człowiek odkrył niedawno, że w jego instytucji, w tym tzw. Urzędzie Gaucka zatrudnionych jest kilkudziesięciu przynajmniej byłych oficerów i tajnych współpracowników STASI. To tak, jak gdyby w Polsce ubowcy zatrudnili w Instytucie Pamięci Narodu żydokomunistów po to, żeby ten Michnik i Holzer i kto tam jeszcze trzeci z nimi był tygodniami dopuszczony przez Kiszczaka do grzebania w aktach - nie będę zaszczycał wymienianiem przybranego być może nazwiska, wyczyścił im te wszystkie akta, posprzątał parszywą przeszłość o donosach tymi samymi dłońmi, którymi ten nieszczęśnik kwitował pieniądze za te donosy tak samo jak Wałęsa, który się do tego przyznał w telewizyjnej rozmowie z córką żydokomunistów Olejnik, która ojca miała w UB tak samo jak prezydent Komorowski miał obojga teściów nazwiskiem Dziadzia, którzy wybrali go sobie szczęśliwie na zięcia.
Komorowski robi za prezydenta w Polsce, a w Niemczech zwolniło się ostatnio w zaprawdę zawstydzających warunkach stanowisko (zaistniał vacat) a nikt nie wpadł przy tym na pomysł, żeby tego uczciwego chłopca awansować, który miał znowu odwagę jako pierwszy przeciwstawić się ubowcom i zapowiedział im, że mają sobie odejść z pracy w tym kierowanym przez niego Urzędzie Gaucka, po dwudziestu latach od tzw. obalenia berlińskiego muru, bo jeśli tego nie zrobią po dobroci, to ich powyrzuca.
Wyobraź sobie, moja Droga, że te wszystkie tzw. partie demokratyczne w Niemczech zaproponowały na to nominalnie najwyższe stanowisko w państwie nie tego, który cierpiał na własnym ciele za wolność drugich ludzi, całego swojego narodu, lecz umówiła się ta banda czworga (CDU/CSU, SPD, FDP, Grüne), jak to nieładnie wzorem chińskim nazywa się w Polsce pięć albo i więcej już band składających się z ludzi, którzy z podziałów partyjnych kpią sobie w żywe oczy i przełażą z jednej bandy do drugiej; Czarnecki i Sikorski, żeby pozostać tylko przy tych dwóch żydach.
Tak więc postanowili zgodnie zrobić prezydentem RFN-u osobę duchowną, pastora luterańskiego, ojca czworga dzieci, który nie żyje z żoną, bo ma ten dziadek 72-letni teraz młodszą kobietę w Norymberdze i żyje z nią bez ślubu, więc nie wiadomo, kto będzie po stronie niemieckiej Pierwszą Damą przy pierwszym oficjalnym spotkaniu polsko-niemieckim, bowiem papież Benedykt nie może protestantom unieważniać zawartych w złej wierze małżeństw chociażby nawet chciał po znajomości, więc albo teraz szybko weźmie ten Gauck rozwód, albo ta koalicja załatwi to w drodze nowego uregulowania ustawowego, albo przyjedzie do Polski ten przezydent o hebrajskim imieniu Joachim z tą kobietą na wiaderku.
Takie jaja w demokracji, moja Droga i nie wiadomo, czy Niemcy mogły uniknąć nowego skandalu, bo Joachim Gauck to przecież w Berlinie tak samo jak Michnik z Holzerem u Kiszczaka pierwszy warował jak pies pod drzwiami tego STASI z aktami, a czy pastor nie miał obowiązku w tym czasie odprawiać nabożeństw, służyć swojemu powołaniu? Joachim Gauck zatrudnił do pracy w niemieckim IPN-ie tych kilkudziesięciu ubowców, współpracowników STASI. Teraz wybrali go prezydentem Niemiec posiadając tę niechlubną wiedzę o człowieku, który pełne usta ma morałów jak w Polsce Bartoszewski, do którego za chwilę wrócę zapowiadając najpierw, że w kościołach rzymskokatolickich Diecezji Przemyskiej odczytany będzie 26 lutego List pasterski ks. abpa Józefa Michalika, w którym widać jednak zbyt dużo uwag ogólnych, powierzchownego ślizgania się po powierzchni poważnych problemów, jak gdyby Pasterz mówił tylko do ludzi prostych, gorzej od niego wykształconych i w czasach stalinowskich, kiedy nie można było nazywać zła po imieniu.
Wzywa abp Józef Polski Naród Katolicki świętymi słowami: "Niech w rodzinach nie zabraknie modlitwy za emigrantów i przebywających poza granicami Ojczyzny. Ich walka o sukces nie zawsze usłana jest różami. Wspierajmy ich szczerą, życzliwą miłością w podtrzymywaniu wiary i poczuciu godności mimo przeżywanych trudów".
Po latach poniewierki na emigracji politycznej miło jest tułaczowi być ubogacony przytoczoną mową, w której tak wzniosłe słowa; Bóg Zapłać, księżę Biskupie, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Eminencjo, niech Bóg Wam błogosławi, prowadź prostą drogą do Pana Boga.
Krętactwo w polityce, kulturze, nauce to zasada i dziedzina ludzi złej woli, żmijowe Plemię Szatana mataczy i miesza pośród Polaków i Niemców, między innymi narodami Europy; ks. abp Michalik mówi wyraźnie: "Metodą szatana jest kłamstwo. A ileż tego kłamstwa, manipulacji, fałszywych oskarżeń i niedotrzymanych obietnic krąży między nami i po całym świecie?! Jakże łatwo ludzie idą za fałszywymi prorokami także dziś".
W Polsce dwa dni temu fałszywy profesor Bartoszewski, który tak samo jak Szymborska i Kwaśniewski nie uzyskał nigdy nawet tytułu magistra, bo nie skończył żadnych studiów, obchodził nieskromnie prywatną uroczystość 90. rocznicy urodzin w publicznych salach Zamku Królewskiego na koszt Kancelarii Prezydenta RP, która za Kaczyńskiego kupowała tysiące buteleczek alkoholu dla potrzeb kateringu lotniczego a skończyło się to tak, jak wiadomo.
Nie wiem, jak skończy się to zawstydzenie z Bartoszewskim, którego urodziny Komorowski świętował z Tuskiem, Borusewiczem, Schetyną i innymi na sposób chucpiarski i purimowy pod haslem: "Warto być przyzwoitym", bo taki tytuł miała pierwszy książka wydana przez Władysława Bartoszewskiego w tzw. III Rzeczyposopolitej, który nawiasem mówiąc nosi takie same ładne imię jak pianista Szpilman i mój śp. ojciec po królu Jagielle, którego biskup Oleśnicki, Książę Siewierza i pan Czeladzi uratował od niemieckiego miecza pod Grunwaldem.
My, Polacy mamy Pana Boga w sercu i etos szlachecki, dlatego nigdy za Boga nie przyszło by żadnemu Katolikowi połączyć ze sobą zobowiązania moralnego, wyższej konieczności, nakazu bycia przyzwoitym, przyjętego na siebie z samego urodzenia, z czymś takim jak myśl o użyteczności, osiąganiu w życiu jakichkolwiek korzyści. Przyzwoitym się jest i to jest wartością w rozumieniu filozofii, ale nie wolno powiedzieć: warto być przyzwoitym, bo to się opłaci; warto wystąpić w roli przyzwoitki dla premiera i prezydenta RP, bo za to płacą stanowiskiem ministra, chociaż się nic już nie musi robić.
Stefan Kosiewski: O wartosci etosu 20120220 Abp Jozef Michalik Niech w rodzinach nie zabraknie modlitwy za emigrantów - ks. abp Jozef Michalik
Człowiek ma być przyzwoity także wtedy, kiedy nie warto być przyzwoity, bo za przyzwoitość wyrzucają np. ze studiów, płaci się za przyzwoitość kolegia i wyroki sądów. Młody chłopak w NRD, który dzisiaj kieruje Urzędem Gaucka, szedł do więzienia za przyzwoitość tak samo jak przyzwoity František Bednár na Słowacji za swoją przyzwoitość siedział we więzieniu przez kilka lat w czasach komunistycznych. Nastała już tak zwana aksamitna rewolucja i Havel odzyskał na tej podstawie majątek pożydowski po ojcach, a Franek nadal nie był wypuszczany na wolność, chociaż różni, poważni ludzie pisali w tej sprawie do uwłaszczonego prezydenta Havla.
A co ma Franek, który w zeszłą niedzielę przemawiał do swoich Rodaków na Rynku w Koszycach i mówił im, co z nimi robią inni ludzie dla swych prywatnych korzyści? Co ma ten Przyjaciel mój oprócz mojej przyjaźni niewymiernej?
Co ma radiolog Kraszewski, którego ja szanuję i tytułuję doktorem jak żydy Bartoszewskiego tytułują profesorem. Co ma mój dr Kraszewski, który chciałby być dobrym ojcem dla swojego syna, jak Franek jest wzorem dla swoich chłopców, żeby wpajać w nasze własne dzieci Bożą świadomość, że jest etos, świat obowiązków i wartości niewymiernych, który jest prawdziwie, lecz w innym wymiarze, niż przyzwoitość, dla której warto, żeby minister Bartoszewski, który jest od dobrych stosunków polsko-niemieckich zajął się wreszcie odpowiedzią na pytanie, dlaczego Ambasador dr Marek Prawda nie zajmuje się tematem psucia przyjacielskich stosunków polsko-niemieckich przez wskazaną mu i przesłaną vlisko przed rokiem publikację, w której podkreśliłem czerwonym mazakiem słowa "polnische Konzentrationslager".
Nie może być tak, że Polak w Niemczech mówi do swojego Ambasadora: ubliżają nam, plują panu w gębę, a ten nie rozmawia ze mną o wartościach. Minister Bartoszewski zajmuje w Polsce stanowisko, na którym ktoś inny mógłby zwyczajnie pracować i nakazać np. temu ambasadorowi zająć się wskazaną sprawą, albo podać się do dymisji, jak podał się ostatnio w Niemczech prezydent, który mieszał jak w geszefcie żydoskim mydło i powidło: wartości i korzyść osiąganą osobiście.
Radiolog Kraszewski jest krzywdzony od lat w Niemczech przez urzędy w korzystaniu ze swoich praw przyrodzonych i niewyjętych praw ojca. Mówię o tym, bo mnie to boli i jestem zdania, że urzędnicy w Niemczech mogą sobie żyć w związkach homoseksualnych jak wicekanclerz Westerwelle, nie powinni jednak utrudniać ojcom wychowywania własnych dzieci. A biskup Józef Michalik nie ustrzegł się we wspomnianym liście błędów, bo odnosząc się do zamieszczonego w jednym z wydawanych na Zachodzie tygodników katolickich wywiadu z panią Marguerite Peeters robiącą w Brukseli za dyrektora Instytutu na rzecz Dialogu Międzykulturowego powtarza za nią bez większej refleksji dokonaną ocenę: "...że ta nowa kultura globalna wyrasta z postmodernizmu, który promuje relatywizm moralny, aborcję, małżeństwa jednopłciowe, homoseksualizm itd. … a wszystko to dzieje się przez globalne, światowe, polityczne ukierunkowanie tejże rewolucji kulturowej, wykluczającej Boga i Jego przykazania".
Brukselska pani Peeters mówi o "małżeństwach jednopłciowych", Pasterz Kościoła winien jednak zboczenie seksualne nazywać zboczeniem bez względu na to, co masoneria światowa zechciała przestać uważać stosunkowo dopiero niedawno za chorobę psychiczną.
Abp Michalik omawiając wspomniany wywiad powtarza za panią Peeters, że "potrzebna jest społeczna, a nie tylko indywidualna reakcja wobec promowanych rozluźnień moralnych. Potrzebna jest wspólna, zbiorowa reakcja społeczeństw i narodów. Naród polski – jak napisała, mówi Biskup - szczególnie dobrze wie, co to przeciwstawianie się i walka…".
Padają nazwiska, które pani Peeters skojarzyła z odwagą i Narodem Polskim: Wojtyła, Wyszyński i Popiełuszko. Lektura ks. biskupa w: Moja Rodzina, nr 1, 2012, 4-5 a sprawozdanie z niej w zapowiedzianym do odczytania w kościołach 26 lutego a udostępnionym już w internecie pod adresem: http://jmichalik.episkopat.pl/dokumenty/4134.1,Wielki_Post_Chrystusowy_i_nasz_list_abp_Michalika_na_Wielki_Post_2012.html właśnie w tym celu, żeby przyczytać i rozważyć w spokoju ducha.
Przychodzi wtedy bowiem refleksja, iż odwagę kojarzymy zazwyczaj z kimś, kto zdobywa się na nią kierowany etosem, wychowaniem w duchu opowiadania się zawsze po stronie Prawdy, bez względu na to, czy to warto. Odważny był ks. biskup Stefan Wyszyński podczas ingresu do katedry lubelskiej 26 maja 1946 r., kiedy otwarcie głosił: "...Mądrość polityczna polega nie na niszczeniu odrębności, tylko na ich uzgadnianiu dla wspólnego dobra. W imię tej prawdy, wyższą mądrością jest współpraca, niż walka klas. Dobrze pomyślana współpraca znajdzie miejsce i dla Boga w fabryce, i dla zasad moralnych w gospodarce, i dla sprawiedliwości w rozdziale dochodu społecznego, i dla robotnika w życiu obywatelskim i gospodarczym i dla uznania godziwych pragnień awansu społecznego..." (Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski: Nauczanie społeczne 1946-1981, s. 11-12.).
Nie odwaga, lecz roztropność nakazała jednak ks. biskupowi Stefanowi w liście pasterskim na adwent tego samego, 1946 r. roku przy okazji poddawania krytyce tzw. życia publicznego narodów za nieufne odnoszenie się do człowieka "zwłaszcza do jego istotnych wartości - rozumu i woli obywateli" mówienia źle o państwowości i rzeczywistości hitlerowskiej; ralna i wszechobecna rzeczywistość żydokomunistycznej okupacji mordowała księży tak samo jak Polaków i członków Kościoła, którzy nie posiadali święceń kapłańskich, dlatego ks. biskup Stefan Wyszyński zauważał z rozwagą: "Państwo ma prawo naginać wolę obywateli do granic zakreślonych potrzebą powszechnego dobra społeczeństwa(...) Państwo ma prawo naginać, ale nie łamać..." (ibid. 16).
Mądrość polityczna kierowała krokami mojego Wielkiego Imiennika w kolejnych latach tak, by mógł w mowie na zakończenie III Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Warszawie 30 kwietnia 1977 r. powiedzieć: "... nie pozwolimy, aby ktokolwiek uważał Naród Polski za naród bez swojej własnej mowy ojczystej, bez własnej twórczości, bez dziejów kultury, na którą nas - jak widać stać"(ibid. 771).
Naród Polski tak samo jak inne Narody stać nie tylko na wykazywanie odwagi, stać nas na roztropność i mądre, konsekwentne opowiadanie się po stronie wartości. Bogu dzięki, że po tej samej stronie mamy Pasterzy Kościoła świętego.
Z Panem Bogiem z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://soundcloud.com/mysowa/stafan-kosiewski-o-wartosci
http://sowa.quicksnake.pl/Andrzej-Lepper/Stefan-Kosiewski-O-wartosci-etosu
