Nazwiska żydowskie utworzone od miejsca urodzenia (zwykle z przyrostkiem -ski), np.: Berliński
Stefan Kosiewski
Link , po co się trapić
Stefan Kosiewski

To trzeba zrobić tak, żeby nie było szumu; dla uwiarygodnienia wersji o prywatnych porachunkach zrobi się syna za wariata a Gronkiewicz-Waltz niemądrze przy tym ogłosi, że sukcesem Tuska jest opłacone miliardową daniną z budżetu państwa polskiego miejsce przy stole w przedpokoju grupy państw euro, bo miliardy z Polski dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie dały przecież Polsce nawet prawa do przysłuchiwania się obradom premierów rządów państw euro, czyli nie dały dosłownie nic tak samo jak nic nie dało Polsce zawracanie Polakom głowy przez Jarosława Kaczyńskiego johimbiną, czyli jakimś paranoicznym, teoretycznym sumowaniem głosów chazarskich posłańców z Polski w Parlamencie Europejskim, które mogły by być oddane, gdzie te rzekomo polskie głosy oddawane przez żydowskich deputowanych z Polski zbiegały się w rzeczywistości istotnie do jednej kupy jak w chorej wyobraźni Kaczyńskiego biegły po jednej myśli prostej jak drut tylko po to, żeby idąc po linii tego rozumowania Lech Kaczyński pod wpływem tysięcznych porad brata i tysięcy buteleczek alkoholu zakupionych dla potrzeb kateringu lotniczego przez Kancelarię Prezydenta RP mógł bez przeszkód dojść do stołu, przy którym podpisał haniebny Traktat Lizboński zrzekając się suwerenności państwa polskiego na rzecz nadrzędnego, nieformalnego państwa unijnego in spe z flagą, stolicą, eurodeputowanymi i 70 tys. bandą urzędników tylko w Brukseli, a bez federalnego rządu europejskiego, w którego to ręce Tusk i Sikorski chcieliby oddać jak najszybciej ciążące im nominalnie brzemię odpowiedzialności za te wszystkie niepotrzebne morderstwa i cały gwałt w Polsce.
Tymczasem to nie jest tak łatwo i prosto, ani z tymi eurodeputowanymi z Polski, ani z szumem po zamordowaniu generała Szumskiego. Zacierają bowiem ślady, zmieniają Chazary nazwiska, nazwy partii klucząc i matacząc, żeby nikt nie wiedział, czy Ziobro ma już dziecko z Kotecką, czy jeszcze jest zwolennikiem mordowania chrześcijańskich Dzieci Bożych wbrew Bożemu przykazaniu: Nie zabijaj, czyli zwolennikiem tzw. wprowadzenia kary śmierci dla Polaków, jak chciał tego Lech Kaczyński pod wpływem niszczycielskiej myśli brata Jarosława. Czy też Czarnecki wypisał się wreszcie ze Samoobrony, w której siedzibie zamordowano na koniec Leppera wieszając w stolicy ciało wicepremiera RP demonstracyjnie na worku bokserskim i sznurze od snopowiązałki, żeby cep zrozumiał, że jest to tradycyjny pocałunek mafii.
Generał Szumski został bezsprzecznie zamordowany a jego syn wrobiony i niech się syn Leppera cieszy, że go nie było pod ręką. Natomiast co do tych eurodeputowanych, to należy jasno powiedzieć, że żydokomuna wyłamała się spod rozumowania Kaczyńskiego i za rezolucją potępiającą ACTA głosowali: Lidia Joanna Geringer de Oedenberg, Bogusław Liberadzki, Wojciech Michał Olejniczak, Joanna Senyszyn, Marek Siwiec, Janusz Władysław Zemke, Adam Gierek, natomiast liberalni deputowani z Platformy powstrzymali się od potępiania ACTA: Rafał Trzaskowski, Lena Kolarska-Bobińska, Róża Thun.
Reszta chołoty utrzymywanej w Brukseli od parady głosowała bezmyślnie na jedno kopyto przeciwko rezolucji potępiającej ACTA, czyli zgodnie z życzeniem żydów amerykańskich: Tadeusz Cymański, Marek Józef Gróbarczyk, Michał Tomasz Kamiński, Ryszard Antoni Legutko, Marek Henryk Migalski, Jacek Olgierd Kurski, Mirosław Piotrowski, Tomasz Piotr Poręba, Konrad Szymański, Zbigniew Ziobro - to wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości ludzie, a z Platformy: Małgorzata Handzlik, Jolanta Emilia Hibner, Danuta Maria Hübner, Danuta Jazłowiecka, Sidonia Elżbieta Jędrzejewska, Filip Kaczmarek, Jan Kozłowski, Krzysztof Lisek, Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz, Jan Olbrycht, Jacek Saryusz-Wolski, Joanna Katarzyna Skrzydlewska, Bogusław Sonik, Jarosław Leszek Wałęsa, Paweł Zalewski, Artur Zasada, Tadeusz Zwiefka. Z PSL-u Pawlaka i Piechocińskiego zgodnie z interesem żydów amerykańskich głosował przeciwko polskiemu interesowi narodowemu: Andrzej Grzyb, Jarosław Kalinowski, Czesław Adam Siekierski.
Nie zamoczyli, nie głosowali, nie było ich przypadkowo w tym dniu w miejscu pracy, inne... z PiS: Adam Bielan, Paweł Robert Kowal, Ryszard Czarnecki, Janusz Wojciechowski, Jacek Wołosowicz, z PO: Sławomir Witold Nitras, Elzbieta Katarzyna Łukacijewska, Piotr Borys, Jacek Protasiewicz, Jerzy Buzek.
Oportunizm Buzka, znanego ubowcom jako TW "Karol", który pamiętajmy podżegał państwa Europy do zbrodniczych nalotów bombowych nocami na bezbronną, uśpioną, cywilną ludność miast Libii nie przewidując tego, że jeszcze kilka dni temu, w końcu stycznia 2012 r. w centralnej części tego pustynnego kraju toczyć będą się walki przy udziale artylerii ciężkiej wojsk rządowych wiernych nie tyle Kadafiemu, co wiernych zasadom oraz Ojczyźnie i broniących swojej wolności przeciwko osadzonej przez NATO antyislamskiej i antybeduińskiej, marionetkowej mafii tak samo skorumpowanej i zastraszonej jak mafia państwowa w Iraku oraz nad Wisłą, gdzie ostatnio Millerowi zaimponował wspomniany oportunizm Buzka, Kowala, Bielana, Wojciechowskiego i Czarneckiego nie biorących udziału w głosowaniu, bo po co się narażać młodzieży manifestującej ostatnio w Krakowie tak samo licznie, jak w białym marszu po zamordowaniu Staszka Pyjasa? I dlatego też Leszek Miller, który podobno wie, jak mądry mężczyzna kończy z polityką, jeśli nie chce skończyć marnie w kupie złomu po helikopterze zaapelował, "by posłowie nad przyjęciem ACTA w ogóle nie głosowali", bowiem jego zdaniem "- To jedyny sposób, który pozwoli wszystkim wyjść z twarzą".
Generał Szumski przeszedł chrzest bojowy mafii mocząc w tłumieniu strajków Solidarności w Szczecinie i to mu wyciągają po śmierci ludzie robiący w Polsce za dziennikarzy, bo nikt nie wie, tak na dobrą sprawę mówiąc, skąd on wziął to nazwisko: Szumski, które nosił? Tzn. skąd się wzięło słowo: szum w języku polskim?
Czy słowo: szum przyszło do Słowiańszczyzny z Chazarii w IX, czy X wieku z hebrajskich ksiąg, w których określa niezmiennie czosnek (שום), roślinę wielce użyteczną, konserwującą i leczniczą, antybakteryjną, zabijającą niedobry zapach nieświeżego mięsa, zmieniającą smak potraw, mocno i specyficznie pachnącą? Czy też dopiero w XII i XIII w. przyszło do Polski z Niemiec, gdzie słowo: szum to był dla żydów akronim utworzony z nazw trzech miast niemieckich, w których osiedlili się w średniowieczu ci potomkowie Chazarów, którzy do Niemiec przywędrowali przez Kraj Kanaan (Ruś, Słowację, Polskę, Czechy, Austrię, Bawarię) właśnie do Spyry (dzisiejsza nazwa: Speyer), Wormacji (Worms) i Moguncji (Mainz) korzystając z nadań biskupów rzymskokatolickich, młodszych braci w wierze jak chciał jp2; osoby zainteresowane wywołaną tu tematyką, alfabetem używanym jednako przez język aramejski jak i hebrajski znajdą już w internecie więcej na ten temat w niejednym miejscu: Schin (Sch) für Schpira, Waw (U) für Warmaisa und Mem (M) für Magenza.[1]
Należy raczej przyjąć, że słowo: szum przyszło do Słowiańszczyzny może nawet już w VIII wieku albo nawet i wcześniej, gdyż przemawia za tym obecność tego rdzenia słowotwórczego w czeskim słowie Szumawa i serbskim Szumadija, który Brückner(2.) znajduje obok starocerkiewnosłowiańskich: szum (hałas) i szuma (las), bułgarskiego szumka (chróst leśny). Pokrewieństwo ze słowińskim: oszumlan (nietrzeźwym) wydaje się być późniejszej daty, Brückner nad pochodzeniem tego śladu nie zatrzymuje się, a my dla naszych potrzeb stwierdzamy tylko, iż obecne we współczesnym języku polskim: szumowiny zbiegają się dla ucha słusznie z niemieckim słowem: der Schaum (piana) zapisywanym dawniej jako: schum jak w czeskim šum, šumina, šumovati, które kojarzyły się Słowianom ze spienioną, wzburzoną, płynącą wodą.
Zakończmy poematem zatytułowanym: Nocturn a napisanym 10 sierpnia 1998 r. w Czeladzi i opublikowanym w prasie a także zamieszczonym w zbiorze: Oby do Wilna, wydanym w 2000 r. w Katowicach.
NOCTURN
Szumy na Tanwii, fale budzone w powietrzu
Kilka dni później: rzeka spływa z łachy
Na łachę kaskadą wód po kamieniach,
Złoty dywan w ostatnich dniach lipca
Szamerowany jasną pianą, olchą i brzozą.
W katedrze buków prowadzi na manowce
Zauroczonych po Roztoczu w biały dzień
Kilka dni później. Ten strumień jednak
Czy deszcz w gorącą, duszną noc
Ze środy na czwartek przez otwarte okno
Wypełnia niepokój listkami topoli
Wyrosłych nad domy, sadzonych przez dzień
Przez ludzi mieszkających po sąsiedzku.
Znad Atlantyku, znad La Rochelle wiatr
W Polsce, gdzie przyszło gościnnie spać,
A najbliższa rzeka uchodzi od miasta
Ujęta murem, kamiennym korytem,
Zamulona cuchnącą mazią na śmierć
O milę z fabryką w pejzażu.
Po osiem godzin w niej, szesnaście
To znowu po sześć - taki system: świątek,
Piątek, dzień wolnego, dwa po nocy
W szumie maszyn - inny gość.
A kopalnia - żeński hak
Pascal nad przepaścią od paru lat
Pusty plac węglowy.
Szumy na Tanwii odległej o kilkaset
Kilometrów na wschód, wypełniają czas
Tego świata dopiero za kilka dni;
Tej nocy przestrzeń w Kotlinie Kłodzkiej,
Kilkaset kilometrów na zachód,
Zajmuje powódź.
I znowu tylko rano z radia komunikat;
Pustkę po nieobecnych wypełnia
Ich nieobecność najczęściej
Już dużo wcześniej.
Z Frankfurtu nad Menem czytał Stefan Kosiewski
european magazine (») | 5. 8. 2011 | read: 210× | comments: 0
Andrzej Lepper ist tod aufgefunden worden. Strafanzeige, der Konsul BURDZY, Botschaft der Republik Polen Herr Konsul Burdzy in Köln, ob ich den Staatsanwalt in Frankfurt anrufen sollte, um ihn zu sagen, dass Sie mich ausgerechnet heute angreifen? read onHaniebny druk o judzącej, antypolskiej treści stanowi podstawę do wystąpienia przez rząd RP do rządu RFN z ostrą notą protestacyjną połączoną z niezbędnym żądanieniem usunięcia go spośród dokumentów Bundestagu.
"Polscy komuniści jasno deklarowali wolę budowy państwa jednolitego narodowo" - kłamliwie stwierdza list otwarty do prezydenta i premiera, Komorowskiego i Tuska podpisany w imieniu tzw. autonomistów śląskich nazwiskiem Jerzy Gorzelik, który to list w przytoczonym zdaniu fałszywie przypisuje komunistom polskość, albowiem nie może Gorzelik utrzymywany na koszt mieszkańców Województwa Sląskiego na pensji Radnego Wojewódzkiego zapominać o tym, że komuniści przyszli do Polski ze Związku Sowieckiego jako sowiecka/ bolszewicka agentura i władza z nadania NKWD, sprawowana przez okrutnych ludzi mających w ogromnej większości żydowskie pochodzenie narodowe, nie mówiących na ogół po polsku, a mieniących się jeno oszukańczo polskimi patriotami jak marszał Rokosowski i Wanda Wasilewska z tzw. Związku Polskich Patriotów nad rzeką Oką.
Jerzy Gorzelik w liście otwartym datowanym na wczoraj, 27 stycznia 2012 r. przyznaje bowiem: "Wraz z oddziałami Armii Czerwonej na Górny Śląsk dotarło zło, które od 1917 roku zbierało krwawe żniwo w Rosji i innych krajach poddanych władzy bolszewików".
Gorzelik zna zatem pochodzenie narodowe zła, które określa mianem "komunizm polski", zna żydowski rodowód: Lenina, Trotzkiego, Krupskiej i całej reszty chazarskich bolszewików/ Betteljuden przywiezionych przez wywiad niemiecki pod koniec pierwszej wojny do Rosji jednym pociągiem z zadaniem wykonania dywersyjnej roboty agenturalnej za linią frontu, na tyłach armii carskiej. Tak samo jak wie o żydowskim pochodzeniu Bermana i Bieruta, Cyrankiewicza, Zawadzkiego i Gomułki, Jaruzelskiego, Rakowskiego i Kiszczaka, którzy urodzeni pod władzą Związku Sowieckiego i na terenach nieludzkiego imperium, a dającego żydom warunki do wszechstronnego rozwoju nie tylko w Autonomicznej Republice Zydowskiej Birobidżan, gdzie nie musieli oni kryć swego pochodzenia narodowego ale i w każdym innym miejscu opanowanego przez to Zło świata.
Vita nuova. Warunkiem osiągnięcia szczęścia przez człowieka w czasach realizacji ideii komunizmu było wyrzeczenie się przez tego starego człowieka posiadanej dotąd tożsamości religijnej, kulturowej i narodowej na rzecz nowej tożsamości człowieka komunistycznego. Ojczyzną komunistów była partia komunistyczna zarządzana ze stolicy światowego komunizmu. Młodym ludziom należy zawsze mówić wyraźnie: nie było nigdy tzw. polskich komunistów, jak nie ma tzw. polskich żydów, bowiem nauka nie dopuszcza do krzyżowanie ze sobą takich określeń i pojęć jak: ryba i grzyb. Nie ma rybich grzybów i grzyb rybich, a może być za to karp po żydowsku i jest rydz, najsmaczniejszy polski grzyb. Bo tak chce Pan Bóg, w którego wierzymy.
Wczoraj w niemieckim Bundestagu Marceli Reich-Ranicki wystąpił z patetyczną mową literacką na okoliczność tzw. wyzwolenia KL Auschwitz, czyli wkroczenia żołnierzy sowieckich do opuszczonego kilka dni wcześniej przez Niemców obozu koncentracyjnego w historycznie śląskim Oświęcimiu.
Mówca przyznał niejako mimochodem, iż współpracował z niemieckim okupantem jako pracownik Judenratu w Getto. Nie uznał się przy tym bynajmniej za współwinnego, wspólnika hitlerowskich oprawców; był tylko tłumaczem, narzędziem w rękach tych żydów, którzy innych żydów kierowali do robót na rzecz Rzeszy. Do deportacji i na wysyłkę w Nieznane.
Pomagał w selekcjach na Umschlagplatzu, współdziałał ze Złem hitlerowskim. Nie spotkała go jednak za to nigdy żadna kara, bowiem po 1945 r. przeszedł do swoich, żydowskich komisarzy z NKWD i został mianowany Konsulem PRL w Londynie. Stamtąd wysyłał zdemobilizowanych i zdezorientowanych oficerów Wojska Polskiego w łapy żydowskich oprawców z MBP i UB.
Szli wracający do Ojczyzny Polacy na pewną śmierć i do więzienia w PRL-u, a Marceli Reich-Ranicki zmienił po paru latach znowu front i przeprowadził się do pracy w Republice Federalnej Niemiec, gdzie zajął się zawodowo krytyką literacką we wpływowej gazecie Frankfurter Allgemeine Zeitung. Przez lata ten człowiek, który nie umiał w swoim życiu nigdy odróżnić dla potrzeb publicznych Dobra od Zła, decydował tak samo jak w Polsce żydokomunista i pedał Bereza o tym, kogo z żydowskich grafomanów uznać za wybitnego pisarza, a kogo żydowscy recenzenci winni pominąć niszczycielskim milczeniem.
Mówienie prawdy o niecnych czynach ludzi takich jak Marcel Reich-Ranicki może być obrzucone błotem pomówień o antysemityzm, bowiem ludzie głupi, wredni a podli obrzucają obżydliwymi pomówieniami ludzi mówiących prawdę, gdyż kamieniami nie mogą bezkarnie obrzucać. A nie wiedzą przy tym, co czynią, tzn. nie są ubogaceni we wiedzę o tym, co to jest ten tzw. antysemityzm, który w Niemczech doczekał się już uznania za naukę i posiada wielką rzeszę instytucji naukowych utrzymywanych przez państwo oraz wielu, bardzo dobrze opłacanych profesorów, których awansom naukowym przez lata nie stał na przeszkodzie brak definicji słowa: antysemityzm.
Definicję słowa "antysemityzm" przyniosła bowiem dopiero Drucksache 17/ 7700 opublikowana z datą 10.11.2011 r. przez ten sam Deutscher Bundestag, w którym wczoraj przemawiał dramatycznie łamiącym się głosem czczony przez swoich starzec, który jeszcze nie tak dawno w kabotyński sposób odrzucał publicznie godności i nagrody, którymi na starość był przez nich obdarzany.
Z definicji antysemityzmu, która została we wspomnianym druku urzędowym opublikowana z mocą prawa na str. 9. w oparciu o roboczą definicję antysemityzmu wypracowaną przez Unię Europejską wiadomo, że może być uznane za antysemityzm "takie określone pojmowanie żydów, które wyraża się jako nienawiść w stosunku do żydów. Antysemityzm kieruje się w słowie i czynie przeciwko żydowskim i nieżydowskim osobom indywidualnym oraz ich własności jak również przeciwko żydowskim insytucjom wspólnotowym" (ibid.).
Taka definicja antysemityzmu, przyjęta za roboczą w Unii Europejskiej, została w urzędowej wersji obowiązującej w RFN rozwinięta o stwierdzenie, że jest to zaledwie definicja robocza, która w legislacyjnych pracach organów państw unijnych może jedynie służyć jako wskazówka i podstawa:"Handreichung", co w dosłownym znaczeniu słowa należałoby oddać jako boski dotyk delikatnej, łagodnej ręki składanej na przedramieniu człowieka, którego porywczość i gwałtowność chciałoby się wtajemniczyć w istotę tego, czego żadna definicja nic nie nauczy w życiu i nie poprowadzi do niczego dobrego.
Gorzelik obwinia o Polskość komunistów, którzy przyszli do Polski w pochodzących wprost z Autonomicznej Republiki Zydowskiej Związku Sowieckiego, a do których przystał w 1945 r. Marceli Reich-Ranicki, i zajmuje się w liście otwartym do Tuska i Komorowskiego samą tylko krzywdą jednej narodowości niemieckiej, a przemilcza z jakiegoś powodu narodowość żydowską dotkniętą represjami komunistycznymi w PRL-u po 1945 r. w sposób prowadzący do zaplanowanego przez żydokomunistów wyniszczenia tej tożsamości narodowej żydowskiej, budowanej i utrzymywanej głównie w języku jidisz. Do zatarcia śladu po tej narodowości na polskiej ziemi i w świadomości ludzi, których dzieci nie czują się dzisiaj jednak na Sląsku Polakami, bo odczuwają swoją obcość wśród Polaków myślących i odczuwających inaczej, niż oni, dlatego kreują dla swoich potrzeb sztuczną narodowość śląską i domagają się dla tej narodowości autonomii administracyjnej w Polsce i spotykają się ze zrozumieniem a także akceptacją dla tej chucpy ze strony kryptosyjonistów z Platformy Obywatelskiej, którzy w Katowicach zawiązali ze swoimi koalicję sprawującą władzę samorządową w nominalnie jeszcze polskim Województwie Sląskim.
Jerzy Gorzelik nie nazywa rzeczy po imieniu, nie zmierza prostą drogą do Prawdy o historycznych wydarzeniach, które miały miejsce w Polsce uczynionej po 1945 r. na mocy postanowień alianckich antypolskim, antyniemieckim, antycygańskim, antyukraińskim i antyżydowskim PRL-em, lecz wije się jak wąż z myślą zawiłą i pokrętną, która kłamstwo i mistyfikacje żydokomunistów szyfruje po latach klucząc i czyniąc zrozumiałą (a być może i zabawną dla wtajemniczonych, swoich), ale dla ludzi uczciwych i prawych robi rzecz niesmaczną i w ramach naturalnych odruchów wymiotnych zdrowego człowieka oddaje żydoślązakowi - zgodnie z przypowieścią o Jezusie i monecie - to, co jego - nie nakazując przy tym wprost: sprzątnij!
Bo czyż ten krawiec, który źle materiał skroił, będzie umiał naprawić? Czy Gorzelik albo i Reich-Ranicki pojmie kiedyś swoją nikczemność wymykającą się oskarżeniom o antysemityzm? Czy nikczemnik przystanie na nicość, którą wypełnił skutecznie całe swoje życie?
"Wielu Zydów wstąpiło do NKWD po to właśnie, by tropić morderców swoich rodzin. Niektórzy przeszukiwali później obozy jenieckie, poszukując esesmanów i gestapowców. Współpraca z nowymi, komunistycznymi władzami ożywiła dawny stereotyp żydokomuny. Polskie i ukraińskie podziemie zbrojne traktowało Zydów tak samo, jak komunistów" - mowa w pracy Andrzeja Zbikowskiego "Zydzi" (s.270). Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1997.
Nie należy lekceważyć wskazań ukrytych w mądrych dla wszystkich ludzi zapytaniach żydowskich, bo kieruje nimi przyjazna, delikatna ręka składana na przedramieniu człowieka, którego porywczość niczego wszak nie nauczy i nie poprowadzi do niczego dobrego.
Łagodnością rozjaśnień prowadzących narody prostą drogą po morzach cierpień niemożliwych przecież do przedstawienia w listach otwartych fałszywych apostołów nowej wiary w cudowną, nową, śląską narodowość żydowską, odsyła zatem chętnych a spragnionych wiedzy o życiu żydów po 1945 r. na Dolnym i na Górnym Sląsku, w Łodzi, Warszawie, Szczecinie i wszędzie tam na Ziemiach Odzyskanych, gdzie żydokomuniści likwidowali odradzające się po latach okupacji kulturalne i religijne żydostwo, stowarzyszenia sportowe i teatry, żeby kierować wszystko na drogę kolejnej aliji do Palestyny, którą syjoniści uznali za docelowe miejsce żyda na ziemi.
Na mocy umowy zawartej 6 lipca 1945 r. między rządami Warszawy i Moskwy przyjechało ze Związku Sowieckiego tylko w ciągu kilku pierwszych miesięcy tegoż roku ponad 200 tys. żydowskich "repatriantów". Nie mając akceptacji dla rozwoju swojej, żydowskiej tożsamości we Wałbrzychu, Bielawie, Krakowie, na Górnym i Dolnym Sląsku wyjeżdżali do Palestyny transportami przez Kudowę i Mieroszów jak jeszcze w 1944 r. wyjeżdżali z Wilna, Kowna i Równego transportami przez Krosno i Sanok, które organizowała działająca w ukryciu Koordynacja Syjonistyczna Bricha współpracująca z legalnymi partiami żydowskimi.
Praca Zbikowskiego oparta jest na badaniach naukowych a napisana i wydana została w niezwykle przystępny i wdzięczny sposób; podarowałem jej egzemplarz Ignacemu Bubisowi, kiedy żył jeszcze we Frankfurcie a jeden z mostów nie został jeszcze nazwany jego imieniem, gdyż nie było takiej potrzeby. Most wiódł od wieków spod katedry w centrum na Sachsenhausen, której to dzielnicy nie należy łączyć z lagrową przeszłością, lecz z historyczną obecnością Saksońską na południowym brzegu miasta, które w swojej nazwie zatrzymało miejsce przeprawy Franków a dopiero za Hitlera wszystkie te mosty i ulice wokół miały zostać nazwane jak nie Goebbels-Brücke, to przecież właśnie nazwiskami takich samych próżnych i bezmyślnych dygnitarzy jak lotnisko w Gdańsku.
Bubis kierował przy mnie przez telefon organizacją gmin żydowskich w Niemczech, ustałał przed wyborami szczegóły. Nie krępowała go obecność polskiego poety oraz nauczyciela języka polskiego w Niemczech. A ja nie wchodziłem z nim w rozważania na temat błędu, który pewnie zrobił za autora książki drukarz podając, że "w całym aparacie MBP pracowało zaledwie 1,7 % Zydów" (s. 274), bo czy to trzeba zaraz o wszystkich drobiazgach zachwalając całość?
Bubis szedł dla mnie prostą drogą geszefciarza i przedstawiciela swojego narodu; nie udawał kogoś innego, niż w rzeczy samej był, nie krył swojej żydowskiej tożsamości narodowej pod płaszczykiem wymyślonej śląskości, łódzkości, czy zagłębiakowości - był żydem żyjącym obok mnie w historycznie niemieckim Frankfurcie jak Arno Lustiger z Będzina i Janusz Bodek, który od lat nie udziela się na rzecz Fundacji Zydowskiej kierowanej przez Marka Szukalaka w Łodzi, a w 1985 r. miał się za Bóg wie kogo, bo robił przy Wallmanie, burmistrzu Frankfurtu na posadzie referenta w Wydziale Kultury i jedna z jego uwag na temat powstawania i oddziaływania literackiego tekstu, zawarta w pracy opublikowanej w podfrankfurckim Königstein w 1986 r. w trudny do ustalenia drogą naukową sposób odnotowana została w bibliografii jedynej jak dotąd Drucksache Bundestagu regulującej antysemityzm w Niemczech na str. 4 .
Praca ta wspominając starcie Bubisa z Martinem Walserem, w wątpliwy raczej sposób uzasadnia stosowanie tzw. działań prewencyjnych w stosunku do ludzi, którzy nie są z pewnością ani wrogami żadnego indywidualnego żyda, ani nie dali się nigdy poznać z zachowań, czy też wypowiedzi antyżydowskich, nacechowanych złą myślą, czy wolą (s.5).
Druk Bundestagu odnoszący się do tematu: antysemityzm mówi o trzech kryteriach podnoszonych przez grupę tzw. ekspertów; wymieńmy zatem, że po pierwsze pod pojęciem antysemityzmu rozumie się nienawiść jako wrogość w stosunku do żydów jako żydów, tzn. rozstrzygające dla artykułowanego odrzucenia żydów związane miałoby być z rzeczywistym pochodzeniem żydowskim danego osobnika lub grupy osobniczej, może się jednak rozciągać także na państwo Izrael, które rozumiane jest jako państwo żydowskie. PO drugie: antysemityzm może artykułować się w różny sposób: od prostackiego nastawienia, przez werbalną defamację, postulaty polityczne, osobiste prześladowanie, wyniszczenie egzystencjalne. Po trzecie antysemityzm może występować w różnych formach jako: religijny, socjalny, polityczny, nacjonalistyczny, rasistowski, wtórny oraz antysyjonistyczny (s.9).
Nie jest natomiast z definicji przyjętej przez Bundestag antysemityzmem słuszna krytyka tzw. fałszywych żydów za ukrywanie turecko-tatarskiego, chazarskiego pochodzenie pod powłoką żydowskich ksiąg świętych, języka jidisz i żydokomunizmu połączonego z kryptosyjonizmem w celach zakrytych zmową przed światem przez tę światową wspólnotę złoczyńców.
Z tego względu Jerzy Gorzelik i cały ruch rzekomych autonomistów śląskich z punktu widzenia nauki należy uznać za taki sam błąd w rozwoju ludzkości jak sabateizm w Turcji XVII w., który polegał z grubsza mówiąc na tym, że Sabatai Cwi schodził z grupą swoich wyznawców na samo dno grzechu, aby wyzwolić ze zła iskry boskości. Dla osobistych korzyści przyjmowali na tam na siebie w pozorny sposób wiarę muzułmańską, czy katolicyzm jak Jakub Frank, żeby w głębi ducha pozostać jednak sobą. (Alina Cała: Historia i kultura Zydów polskich. Warszawa 2000, s. 294).
Z ruchu neokatechumenatu muzułmańskiego, a konkretnie z sekty dönmejczyków wywodzili się nawiasem mówiąc znaczący działacze ruchu młodotureckiego, do których nawiązywał nazwą Ruch Młodej Polski przekształcony w Klub Dziekania, AWS i różne inne wcielenia Szechiny łącznie z Radiem Maryja i Telewizją TRWAM. Lech Kaczyński nie uniknie w kabale związków z pierwszym prezydentem Turcji, Atatürkiem, na którego nie wolno bezkarnie powiedzieć złego słowa w Niemczech w związku z jego pochodzeniem żydowskim, natomiast we Francji będzie można osądzić sprawców zagłady Narodu Ormiańskiego oraz innych chrześcijańsjkich narodów u schyłku imperium otomańskiego zaraz po tym, jak tylko Sarkozy zatwierdzi prawo przyjęte już przez obie izby parlamentu francuskiego.
Druk przyjęty oficjalnie przez Buundestag w listopadzie 2011 r. wyraźnie stwierdza, że nie można mówić o antysemickim nastawieniu przy niechęci do żydów umotywowanej ich indywidualnymi wystąpieniami. Nie jest więc niczym złym nazwanie Gorzelika i jego listu otwartego do Tuska i Komorowskiego chucpą.
List otwarty Gorzelika używa demagogicznych zwrotów, mówi o "zbrodni na naszej pamięci" i budzi w Polakach atawistyczne odruchy przez użycie sformułowania takiego jak np.: "Pajęczyna kłamstw", a przecież nie odnosi przy tym do mieszaniny bredni i pseudohistorycznych półprawd wymieszanych w skompilowanych ściągniętych bezprawnie z internetu i przetłumaczonych na polski a firmowanych żydowskim nazwiskiem Henryk Pająk przy naruszeniu praw autorskich ujętych w umowie ACTA podpisanej 26 stycznia 2012 r. w Japonii przez ambasadora RP.
Z powyższych względów nie ma podstaw naukowych dla występowania w polskiej rzeczywistości żydowskiego ruchu tzw. autonomistów śląskich i fałszywego ujmowania się przez tę sektę po stronie jakichkolwiek ofiar żydokomunistycznych nieprawości.
Zagadką dla każdej nauki pozostaje natomast absurdalne pomówienie 15 do 20 proc. społeczności w Niemczech o antysemityzm (s.52), natomiast jawnie antypolską i obżydliwą prowokacją jest niezasłużone umieszczenie Polski na pierwszym miejscu pośród innych, antysemich rzekomo państw wymienionych w dokumencie Bundestagu udostępnionym ostatnio w internecie z datą 10.11.2011 r.
Haniebny druk o judzącej, antypolskiej treści. stanowi podstawę do wystąpienia przez rząd RP do rządu RFN z ostrą notą protestacyjną połączoną z niezbędnym żądanieniem usunięcia go spośród dokumentów Bundestagu.
Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski.
Die Drucksache 17/ 7700 von 10.11.2011: http://dipbt.bundestag.de/dip21/btd/17/077/1707700.pdf
http://autonomia.pl/n/list-otwarty-do-prezydenta-rp-i-prezesa-rady-ministrow-...

mota to (za motto): Nie udało się zidentyfikować autorów 9 głosów. Wśród zidentyfikowanych nie ma generała Andrzeja Błasika
Manipulacja dokonana 16 stycznia 2012 r. z udziałem dwóch prokuratorów, którzy dawno już powinni zostać odwołani ze stanowisk za bezcelowe utrudnianie wyjaśnienia przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, jest zwykłym przekrętem i dlatego jest prosta do wyjaśnienia.
Mając do dyspozycji taśmę z nagraniami głosów kilkunastu osób eksperci zależni finansowo od Ministra Sprawiedliwości zidentyfikowali jedynie 4 głosy i obwieścili ustami prokuratorów na konferencji 16 stycznia, że nie ma gen. Błasika pośród tych uznanych za zidentyfikowane głosów.
Obecni na konferencji: Seremet, Szeląg i Parulski nie powiedzieli ale i nie zaprzeczyli, że pośród głosów, które zostały uznane przez tzw. ekspertów za niezidentyfikowane, nagrany został w kabinie tupolewa głos gen. Błasika.
Nie można więc oskarżyć tych prokuratorów o poświadczenie nieprawdy.
Nie można jednak też uznać, że powiedzieli prawdę i całą prawdę, gdyż nie powiedzieli prawdy.
Nie wyjaśnili np. Polakom, kto i po co wyciął z odsłuchiwanej taśmy fragment nagrania głosu długi na 17 (siedemnaście) sekund; na marginesie taka oto uwaga talmudyczna: na dwa dwusylabowe słowa "spieprzaj dziadu" - wyrzucane spod serca Lech Kaczyński potrzebował w normalnych warunkach niecałą sekundę, czyli moment. Dokumentują to nagrania filmowe dostępne za darmo na YouTube dlatego też pojawia się pytanie: co mógł powiedzieć przez siedemnaście długich sekund i kto to mógł powiedzieć, jeżeli drzwi do kabiny pilotów mogły być otwarte - jak przezornie oświadczyli prokuratorzy na konferencji - zatem zarówno mogły te długie na siedemnaście sekund słowa być wrzucone przez otwarte drzwi bezpośrednio ze salonki prezydenta ale i równie dobrze mógł sobie wejść do kabiny pilotów każdy członek wycieczki prezydenckiej do Katynia i wygłaszać kwestie, które ktoś wyciął po to, żeby na kogoś mieć... haka.
Przeanalizowane bowiem rzekomo przez tzw. ekspertów nagranie zaczyna się nie od momentu wypicia strzemiennego na płycie startowej lotniska w Warszawie i zameldowania przez Błasika wyręczającego pilota w przewidzianym procedurami meldowaniu gotowości do odpalenia, lecz od podjęcia w kabinie tupolewa rozmowy na temat czekającego Błasika awansu "za wielką wodą" na generała czterogwizdkowego.
Konferencja prokuratury wprowadziła więcej zamętu, niż wyjaśniła - ocenił przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych płk Edmund Klich. - W pierwszym wariancie odsłuchu rozmów z kabiny pilotów specjaliści odczytali słowa generała Błasika. W drugiej polskiej ekspertyzie, wykonanej w Zakładzie Kryminalistyki, odczytano trzy wysokości podawane przez gen. Błasika, czego w pierwszej, rosyjskiej wersji nie było. Teraz w ogóle nie odczytano słów generała - powiedział płk Klich.
O kontekście politycznym, czyli o marzeniach ściętej głowy na przejęcie jeszcze kiedyś w przyszłości z rąk Tuska nominalnej władzy w Polsce nie mówi niniejsza analiza językowa manipulacji dokonanej 16 stycznia w Warszawie, czyli dosłownie w przeddzień uroczystych obchodów w Czeladzi rocznicy tzw. wyzwolenia przez wojska sowieckie w 1945 r., albowiem marzeniami ściętych w polityce głów nikt poważny nie zajmuje się w Europie po wczorajszych rozruchach ulicznych z udziałem policji w Rumunii i w związku z wprowadzaniem przez panujących tam kryptosyjonistów pakietów ratunkowych na życzenie MFW oraz po wczorajszej degradacji Merkozego przez żydowskie firmy ratingowe, którego to Merkozego Sikorski z Tuskiem hołdowali i podżegali w Berlinie jeszcze niedawno - tych tzw. niemców, czyli kryptosyjonistów nie mówiących po polsku, do bezkrwawego przejęcia w Polsce władzy.
Gdyż nie tylko Sikorski i Tusk znają Prawdę o tym, że w Polsce żadnego kontekstu politycznego dla Platformy Obywatelskiej nie ma, bowiem nie ma żadnej polityki, polityków i partii opozycyjnych do systemu kryptosyjonistycznego symbolicznie przyjętego w Magdalence, więc żaden prokurator nie wie, czego ma się trzymać i jeśli nie strzela gafy w usta, to bierze wodę w usta i nie odpowiada od kilkunastu miesięcy na wniosek Czynnika Społecznego o uznanie za Stronę w postępowaniu w sprawie znalezienia winnego katastrofy pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. i śmierci 96 osób.
Prymitywnej konfabulacji, czyli opowiadania niestworzonych rzeczy dopuścił się po zakończeniu konferencji zacytowany przez onet mjr rez. dr pil. inż. Michał Fiszer, który odmalował obraz stojącego w drzwiach kabiny, tyłem do pilotów Błasika, który był dla Fiszera jak brat. Ten obraz zrodził się w chorej wyobraźni Fiszera jak obrazy rozwieszone w Polsce po kościółkach wiejskich, by bronić czyjejś czci.
Hiperpoprawność, czyli wynikająca z przesady, fałszywa poprawność językowa cechuje od 1945 r. ludność żydowską na terenach nie tylko od Jedwabne do Mysiańca. Objawia się zaś tym, iż nie chcąc m.in. zdradzić się przed obcym słuchaczem z mazurzeniem, tzn. cechą typową tam dla polskich chłopów, którzy zamiast " co proszę" pytają: "co prose", zamiast głosek "sz" oraz "cz" wymawiają normalnie "s" i "c", co jest właśnie dla chłopów polskich normą językową. Dla żydów natomiast normy językowe kształtowały się na badanych terenach do 1945 r. różnie i w żargonie jidisz.
W języku polskim dochodziło natomiast nie tylko tam do zabawnych dla ucha polskiego językoznawcy hiperporawności, kiedy to słyszał w sklepie mięsnym człowieka pytającego masarza o "kołbaszę", bowiem nie tylko, że kiełbasa zamieniała się w kiełbaszę ale i towarzyszyło opisanemu zabiegowi hiperpoprawnej zamiany spółgłosek jeszcze zamiana dyftongu "ie" (przejętego do jidisz w średniowieczu ze Słowiańszczyzny) na otwartą głoskę "o". Należy przy tym wspomnieć, że hasło "kołbasza" było czytelne dla żydowskiego sklepowego, który tak samo jak pytający go klient był członkiem żydokomunistycznej partii PPR przemianowanej w 1949 r. na PZPR a po wyprowadzeniu sztandaru na rozkaz żyda Rakowskiego: SLD i Socjaldemokracja Borowskiego, co jest taką samą zarazą jak zabroniona na Węgrzech przez premiera Orbana.
W Polsce fałszywy świadek nie bierze jeszcze w zadek, dlatego należy wspomnieć, że słowo fiszer z żargonu jidisz używane było w Polszczyźnie po tzw. wyzwoleniu w 1945 r. zamiennie na: Rybak, Rybczyński, Rybaczewski, Rybkowski, zaś Blass zamieniano na Błasik.
Opracowanie opublikowane w internecie pod tytułem: "Nazwisko Mackiewicz na sarkofagu Kaczynskich to blad, językowy i polityczny, mgr Stefan Kosiewski (ekspertyza)." dotyczące nieprawidłowości związanych z pochówkiem w podziemiach katolickiej katedry na Wawelu członka masońskiej Grupy Windsor przyniosło szybko drobną korektę, otwarło wieko trumny.
Polskę czekają trudne dni, kiedy wkrótce zabraknie kasy na pensje dla swoich i przestaną być chucpiarze potrzebni w życiu publicznym. Zmian takich jak zapowiedziane ostatnio na Węgrzech nie wprowadzi przecież chazarska banda. Do wykonania poważnych zadań potrzebni są poważni ludzie - uświadomiony, zorganizowany naród i zdrowa wiara w pomoc Pana Boga.
Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://www.scribd.com/skosiewski
O uznanie za stronę czynną procesową w zw. z katastrofą pod Smoleńskiem 4 Listopad 2011 sowa Prezes Stefan Kosiewski, konsul Jacek Barylak Stefan Kosiewski Polnisches Kulturzentrum e.V. Sygn. akt: Po.Sl. 54/10 Frankfurt nad Menem, 3 listopada 2011 r. Pan płk mgr Ryszard Filipowicz Zastępca Wojskowego Prokuratora Okręgowego w Warszawie w związku z katastrofą samolotową pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Szanowny Panie Prokuratorze, w nawiązaniu do pisma Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie z 2 listopada 2011 r. (w zał.) wnoszę jak w piśmie z 10 września 2010 r. o uznanie mnie za stronę czynną procesową jako podmiot występujący z inicjatywą rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawy; http://sowa.quicksnake.org/Polnisches-Kulturzentrum/Stefan-Kosiewski-do-pka-m...
Category:Public NoticesReads:28Uploaded:11 / 04 / 2011http://www.scribd.com/fullscreen/71530875?access_key=key-1syrls5n3dxb4dvgi720
- (wypowiedź mężczyzny)
- Protasiuk: ...przy tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść...
- (niezydentyfikowany odgłos)
- (wypowiedź mężczyzny)
- (niezydentyfikowany odgłos)
- Protasiuk: Spróbujemy podejśc, zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie..
- (wypowiedź mężczyzny)
- Protasiuk: Także proszę już mysleć nad decyzją co będziemy robili..
- (wypowiedź męższyzny) - Będziemy próbowali Dziwne, że mimo odczytu, że do owego mężczyzny dowódca zwraca się per "Panie dyrektorze", krakowscy specjaliści nie sklasyfikowali go jako dyrektora Kazanę, a ponadto największe niepokoje wzbudził brak w ostatnim zdaniu słów "do skutku", co wyraźnie słychać w nagraniu nawet na średniej klasy sprzęcie komputerowym. Kazana odpowiada "Bedziemy próbowali do skutku" Proszę posłuchać: link Kazana mówi "Bedziemy próbowali do skutku", na co Protasiuk, ze paliwa nie starczy do skutku.. To jasno pokazuje, ze dyr. Kazana był zdecydowany wylądować w Smoleńsku a kpt. Protasiuk oczekiwał decyzji od dysponenta samolotu.
Moim zdaniem kpt. Protasiuk uważał, ze decyzja będzie dotyczyła wyboru lotniska zapasowego. Niestety jak się później okazało TU-154M zamiast odlecieć zaczął lądować pomimo braku warunków. Fachowcy z Krakowa twierdzą, ze drzwi od kokpitu były otwarte i dlatego jest tak wiele niezidentyfikowanych głosów - byli to najprawdopodobniej głosy nagrane z okolic drzwi, gdzie mikrofony traciły zdolność dobrej rejestracji.
Pokazuje to, że załoga była ciągle narażona na wizyty w kokpicie osób nieuprawnionych. Decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe nie było, ale było "będziemy próbować do skutku". Rozmowa między dyr. Kazaną a kpt. Protasiukiem odbyła się już po telefonie prezydenta do brata. 8:15,51,5 "prezydent chciałby zadzwonić"