Prof. Jourdan gebührt Dank hier den Anfang einer sachlichen Auseinandersetzung
sowa - magazyn europejski added a blog post ACTA a Whitney Houston
sowa - magazyn europejski added a blog post ACTA a Whitney Houston
|
caricatura museum
Lügen haben kurze Beine so wie Sie
Herr OB-nie-in-spe Schmitt, z.B.:
Éingemeinden kann man reiche Offenbacher,
statt Einnahmen vom Main-Taunus-Zentrum,
statt die Firmen mit Filialen, die vom Fiskus
ausgeflogen sind ins Freie, nach Eschborn
Ihresgleicher Schmidt in Brüssel lügt nicht
er macht sich an sogenennten Demokratie
und verdient vermutlich mehr als Sie
heute in dem Archeologischen Garten
an einer von den Wahlkampfveranstaltungen:
„Trinker fragen – Witzbolde schweigen“
Sie gehůren ehrlich ins Museum
MfG. Ihr Stan David Lügoń
http://www.fr-online.de/oberbuergermeisterwahl-frankfurt/oberbuergermeisterwahl-ex-titanic-chef-schmitt-will-frankfurt-fuehren,11317964,11307408.html
Mądry i konsekwentny protest obywateli zmusił Radę Miasta do odstąpienia od barbarzyńskiego zaiste zamiaru zabudowania betonowym sarkofagiem Stadthaus historycznych pamiątek z czasów obecności Rzymu we Frankfurcie nad Menem. Kamienny ogródek archeologiczny sprzed dwóch tysięcy lat oraz wolny widok na cesarską katedrę w historycznym pejzażu kulturowym miasta pozostaną dostępne dla każdego za darmo.
Ulrich-Iratio Hildman odważył się zaprotestować a czystością i szczerością intencji swojego działania zachęcił drugich ludzi do opowiedzenia się po stronie wartości w czasach, kiedy władze nakazują ustawami gromadzenie i przechowywanie podpisów składanych w internecie przez obywateli we wszystkich sprawach, bo tak chce Obama i Guantanamo, które Unię Europejską chcą zmusić do podpisania ACTA bez możliwości przeprowadzenia dyskusji społecznej i bez możliwości wniesienia przez partnerów tych ustaleń najmniejszej choćby do nich poprawki. Zaniechanie budowy Stadthaus znalazło się wreszcie pośród propozycji oszczędnościowych zgłoszonych wczoraj, w czwartek do projektu budżetu miejskiego przez Uwe Beckera z CDU, odpowiedzialnego za finanse miasta zarządzanego przez tę partię w koalicji z partią Zielonych. Tu rozsądek wziął górę nad usłużnością lokalnych polityków w stosunku do kolegów ze świata geszeftów.
Słowo geszeft obecne dzisiaj nie tylko w żargonie żydowskim ma swoje źródło w starożytnym Rzymie, gdzie po to zbudowana była Cloaca Maxima, wielki podziemny tunel kanalizacyjny, żeby woda sprowadzana akweduktami nad ziemią i pod ziemią przez dziesiątki kilometrów miała co spłukiwać w publicznych szaletach spod obywateli opróżniających swoje kiszki stolcowe i dobijających ze sobą przy tej okazji różnych interesów, właśnie przy załatwianiu geszeftu, od którego już w Rzymie nie była w stanie odejść lokalna polityka. Natomiast nie jest niczym innym, jak tylko ściemnianiem problemu, sztuczną mgłą Macierewicza, zasłoną dymną, propozycja zaniechania przy okazji rozbudowy liniii U5 do dzielnicy Preungesheim, której to dzielnicy rozkwit architektoniczny w ostatnim dziesięcioleciu domagał się wręcz budowy tej linii komunikacyjnej w interesie tysięcy mieszkańców, którzy nie mogą po prostu pojąć, jak można zakładać w budżecie miasta, że deficyt planowany, czyli planowana dziura w budżecie miasta nad Menem (a nie nad szaletem publicznym) wynosić będzie w 2013 r. wciąż 264 mln Euro (w stosunku do 271 mln Euro w obecnym roku) oraz 244 mln Euro w roku 2014.
Zadłużyć miasto na pół miliarda Euro w okresie dwóch lat potrafi każdy głupi i nie trzeba w tym celu wydawać pieniędzy na wybór nowego nadburmistrza. Mądry i konsekwentny winien być każdy protest, który ma zmusić władze do odstąpienia od tego, czym się bżydzimy.
Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://www.spreaker.com/user/sowa/frankfurt_a_cloaca_maxima http://sowamagazyn.wordpress.com/2012/02/10/stefan-kosiewski-frankfurt-a-cloaca-maxima-kryterium-estetyczne-w-sporze-o-wartosci/
FR-Interview: Biester im Kopf und sprechende Autowracks
www.fr-online.de
Die Künstlerin Claudia Bosse entwickelt für Frankfurt eine Performance zum Thema Demonstrationen. Im Interview spricht sie über ihre Aktion und das Verhältnis von Kunst und Politik. · · · Udostępnij · około godziny temu
kilka sekund temu · ·
|
Stefan Kosiewski
10.07.2009 Fundacja Prasowa Jarosława Kaczyńskiego używająca w swoim czasie i w swojej nazwie znaczka Solidarności na takiej samej zasadzie jak prywatna gazeta wyborcza Adama Michnika, nadużyła zaufania społecznego Polaków m.in. przez to, że oddała się całkowicie do dyspozycji osób partyjnych z Porozumienia Centrum kierowanego naówczas przez tego samego Jarosława Kaczyńskiego tak samo nieszczęśliwie, jak dzisiaj kierowana jest partia Prawo i Sprawiedliwość.
Fundacja ta nabyła bez przetargu po śmiesznej cenie bardzo duży budynek w Warszawie, który po kolejnych transakcjach handlowych przeszedł w ręce dewelopera z Izraela. W budynku kupionym przez Fundację Kaczyńskiego po przeliczeniu na nowe za 4 mln. złotych, czyli za sumę pozwalającą nabyć w Jerozolimie plac pod budowę kiosku Ruchu, ma dzisiaj swoją siedzibę partia Jarosława Kaczyńskiego PiS.
Miejscowa konkurencja partyjna uosobiona przez Prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz oddała geszefty swoich adwersarzy pod ocenę niezależnego sądownictwa RP formułując przy tym oskarżenie tak nieudolnie, żeby sąd mógł orzec, iż "pozew jest nieadekwatny do sytuacji i stanu faktycznego". Wcześniej ten sam warszawski sąd podzielił w karygodny sposób sprawę tegoż budynku na kilka różnych spraw, żeby mogły w nich zapadać sprzeczne ze sobą orzeczenia i żeby nikt nigdy nie doszedł już do prawdy o przeszabrowaniu przez upartyjnionych cwaniaków budynku będącego przecież społeczną własnością wszystkich mieszkańców Warszawy, a nie prywatnym domkiem jednorodzinnym odziedziczonym po Rajmundzie Kaczyńskim.Nie wiadomo po kim i w jaki sposób poseł Paweł Graś, rzecznik rządu RP Donalda Tuska odziedziczył dom, podobnie jak Rajmund Kaczyński, w którym zamieszkuje w Polsce za darmo nie wykazując tego w pozycjach osiąganych korzyści majątkowych. Paweł Graś nadzorował wcześniej służby specjalnie po to tajne w Polsce, żeby nie mógł przedostać się do nich żaden agent obcego mocarstwa dysponującego wyrzutniami atomowymi rozlokowanymi od Morza Sródziemnego do Morza Martwego. Dzisiaj minister Graś oficjalnie korzysta tylko z łaskawości tzw. niemieckiego sklepikarza o nazwisku Paul Rogler, który w 1987 r posiadał w miejscowości Selb zaledwie kserokopiarkę i prowadził stosowne usługi dla ludności w cenie 10 Fenigów za jedną stronę formatu A-4.
Selb było wtedy nadgranicznym miasteczkiem w trójkącie: CSSR, DDR, Republika Federalna Niemiec wykorzystywanym do kontaktów służbowych przez współpracujące ze sobą tajne służby specjalne: Stasi, SB, StB, Mossad i inne. Paul Rogler odbiera dzisiaj telefony i zakłopotany kieruje dzwoniącego doń dziennikarza miłym głosem do pana Grasia. - Acha, to pan już wie, o co chodzi. A czy mógłby pan odpowiedzieć tylko na jedno pytanie: do kogo właściwie należy ta willa, w której zamieszkuje pan Graś? Czy jest to pana willa, czy jego? Zakłopotanie, krótka przerwa na oddech i ten sam miły głos: - Proszę skierować to zapytanie do pana Grasia.Paul Rogler, którego żona jest nauczycielką yogi, robi za właściciela firmy "Agemark" zarejestrowanej w Soms, a założonej niegdyś przez Pawła Grasia w Katowicach. Graś był do 2007 roku członkiem Zarządu "Agermark". Czy osiągane z tego tytułu dochody były poddawane opodatkowaniu w Polsce, czy w Niemczech? Gdzie dzisiaj płaci podatek od dochodów osiąganych w tej niemieckiej firmie jedyny jej polski pracownik, żona ministra Grasia?
Czy celem działania firmy "Agemark" jest tylko zwykłe ukrycie majątku Grasiów nabytego tak samo jak majątek fundacji Kaczyńskich za równowartość paczki papierosów, czy też mamy tu do czynienia z pozostałością po majątku Służby Bezpieczeństwa, wojskowych służb specjalnych PRL, lub zaprzyjaźnionych mocarstw, który uległ zawłaszczeniu na mocy stosownego rozkazu, jak tysiące innych lokali służbowych po SB, KGB i Stasi na terenie byłego PRL-u? W sprawie ustalenia prawa własności domu zamieszkiwanego przez Pawła Grasia premier Tusk wsadził głowę w nadmorski piasek. Prezydent Lech Kaczyński ogłosił natomiast, że najbardziej potrzebne jest Polsce zwołanie kolejnego "okrągłego stołu", łącząc to oficjalnie z planowaną ustawą medialną. Pierwszy okrągły stół poprzedzony był tajnymi rozmowami współudziałowców w Magdalence, w willi będącej na stanie SB.
Listę uczestników porozumienia w Magdalence zatwierdzał generał Kiszczak, który do 1980 roku zarządzał kontrwywiadem wojskowym na Wybrzeżu i kontrolował działalność tzw. wolnych związków zawodowych KOR-owca Borusewicza, który po to wyleciał w 1968 roku jako prześladowany żyd ze studiów, żeby skończyć je potem jako katolik na KUL-u splamionym współpracą z SB przez biskupa-kapusia a w ostatnich dniach znowu nadawaniem politycznie umotywowanych doktoratów honoris causa osobnikom pobawionym honoru. Czy prezydent Kaczyński odwołując się do tradycji kiszczakowskich chciałby znowu zamoczyć Kościół Katolicki w szamranych rozmowach geszefciarzy zabawiających się w polityków?Przy "okrągłym stole" Kaczyńskiego odnajdą być może wreszcie wspólny język i wspólny swój interes obie partie, które jeszcze nie tak dawno Radio Maryja nawoływało do zawiązania koalicji biorącej w Polsce: Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, odpowiedzialne m.in. za sprzedaż nie jednej willi Pawłowi Grasiowi, lecz wielu budynków i terenów budowlanych na terenach polskich stoczni w ręce biznesmenów wywodzących się z tajnej służby Izraela MOSSAD. Najpilniejszą tymczasem dla Narodu Polskiego sprawą jest ujawnić, po kim Paweł Graś odziedziczyl dom i maniery Kaczyńskich.Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
Stefan Kosiewski